Komentarze rynkowe Marcina Kiepasa, analityka X-Trade Brokers DM SA
Marcin Kiepas
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
wtorek, 08 marca 2011

Podwyżka stóp procentowy na następnym posiedzeniu jest możliwa, ale nie jest przesądzona, powiedział w ostatni czwartek na konferencji prasowej po posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (ECB) jego szef, Jean-Claude Trichet. Rynek odebrał to jako zapowiedź podwyżki kosztu pieniądza już w kwietniu. W tym przekonaniu utwierdzić mogło podwyższenie prognoz inflacji na ten rok do 2,0-2,6% z 1,3-2,3% szacowanych jeszcze w grudniu (szczególnie, że nie uwzględniają one ostatniego skoku cen ropy) oraz użycie przez bank centralny w komunikacie słów o wzmożonej czujność (strong vigilance), co w przeszłości zapowiadało podwyżkę stóp właśnie na następnym posiedzeniu.

Tak wyraźne zaostrzenie retoryki przez Tricheta zaskoczyło inwestorów. Kurs EUR/USD poszybował w górę w kierunku maksimów z listopada 2010. Mogło ono też zaskoczyć przedstawicieli innych europejskich banków centralnych, którzy prowadząc własną politykę pieniężną, muszą uwzględniać decyzje ECB. Dotyczy to zwłaszcza Narodowego Banku Szwajcarii (SNB). Nie mogło więc zaskoczyć, że dzień później Thomas Jordan z SNB wypowiedział się w jastrzębim tonie i zwrócił uwagę, że niskie stopy procentowe powodują zagrożenie dla stabilności cen. Wprawdzie obecnie w Szwajcarii nie ma problemu inflacji (w styczniu CPI 0,3% R/R), co w dużej mierze jest pochodną mocnego franka, ale przy wysokim wzroście gospodarczym (w IV kw. 0,9% K/K wobec 0,3% K/K w Strefie Euro), rosnące na świecie ceny żywności i paliw już wkrótce mogą przełożyć się na wyższe oczekiwania inflacyjne i za kilka miesięcy ten problem się pojawi. Dlatego niezbędne  wydaje się  dodatkowe zakotwiczenie oczekiwań inflacyjnych. Być może jeszcze nie na marcowym posiedzeniu, ale na pewno na kolejnym, które zaplanowane jest w 16 czerwca. Na najbliższym posiedzeniu SNB można natomiast oczekiwać bardziej jastrzębiego stanowiska banku centralnego.

Rynek prognozuje, że SNB rozpocznie cykl podwyżek stóp procentowych najwcześniej  w III kwartale br., podnosząc je o 25 pb. Następnie w kolejnych kwartałach bank będzie podwyższał je o kolejne 25 pb. Obecnie główna stopa w Szwajcarii kształtuje się na poziomie 0,25%. W ostatnim 10-leciu zwraca uwagę fakt, że decyzje SNB ws. stóp procentowych wyprzedzały decyzje ECB. I to zarówno te dotyczące rozpoczęcia cyklu podwyżek, jak i obniżek stóp procentowych.

 

Stopy procentowe w Szwajcarii i Strefie Euro

piątek, 04 marca 2011

Podwyżka stóp procentowy na następnym posiedzeniu jest możliwa, ale nie przesądzona powiedział w czwartek na konferencji prasowej po posiedzeniu ECB, szef tej instytucji Jean-Claude Trichet. Rynek odebrał to jako zapowiedź podwyżki stóp już w kwietniu. Szczególnie, że równocześnie zostały wyraźnie podwyższone prognozy inflacji na ten rok (do 2,0-2,6% z 1,3-2,3%), które dodatkowo nie uwzględniają ostatniego skoku cen ropy. Użycie w komunikacie słów o wzmożonej czujność (strong vigilance), co w przeszłości zapowiadało podwyżkę na następnym posiedzeniu, dodatkowo potwierdza tezę o kwietniowej podwyżce.
EUR/USD zareagował zdecydowanym wzrostem na słowa Tricheta. W ciągu kilkunastu minut kurs skoczył z 1,3850 do 1,3975 dolara, testując najwyższe poziomy od 4 miesięcy. W najbliższym czasie kwestia kwietniowej podwyżki, która jak się oczekuje będzie początkiem cyklu (w tym roku prognozowane są trzy podwyżki), może jeszcze być rozgrywana przez rynek, windując notowania EUR/USD na wyższe poziomy.
Jednak potencjał wzrostowy EUR/USD wydaje się już znacznie ograniczony. Przede wszystkim dlatego, że silniejsze zaostrzenie polityki monetarnej w Strefie Euro jest już w cenach. O ile ekonomiści i analitycy dopiero po wczorajszej decyzji zmienili oczekiwania co do liczby i skali podwyżek (jeszcze przed tygodniem zakładali jedną podwyżkę o 25 punktów bazowych w IV kwartale br., podczas gdy obecnie zakładają trzy podwyżki po 25 punktów), to rynek terminowy już wcześniej wycenił trzy podwyżki w tym roku. Dyskontowanie kolejnych byłoby pewną aberracją. Tu już nie ma potencjału, który mógłby przez kolejne tygodnie windować kurs EUR/USD na coraz wyższe poziomy.  Dlatego prawdopodobieństwo trwałego wybicia EUR/USD powyżej listopadowego maksimum (1,4280), co jest pierwszym liczącym się średnioterminowym oporem dla tej pary, nie jest duże.
Taki potencjał aprecjacyjny istniej natomiast po stronie zmian w polityce Rezerwy Federalnej. Jak pokazuje ankieta agencji Reutera, pierwszej podwyżki stóp procentowych w USA oczekuje się dopiero pod koniec roku. Tymczasem od kilku miesięcy płyną z amerykańskiej gospodarki sygnały systematycznej poprawiającej się sytuacji. Doskonale to obrazują przykłady z tego tygodnia: indeks Chicago PMI najwyżej od lipca 1988 roku, indeks ISM dla przemysłu najwyżej od maja 2004, indeks ISM dla usług najwyżej od sierpnia 2005 roku, a liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych najniższa od 2,5 roku.
Do tej układanki brakuje w zasadzie jednego elementu. Zdecydowanego wzrostu zatrudnienia w amerykańskim sektorze pozarolniczym. W ostatnich miesiącach przeszkodziła ostra zima, ten czynniki jednak już się nie powtórzy. Nie będzie więc większym zaskoczeniem, jeżeli w lutym przybędzie wyraźnie ponad 200 tys, nowych miejsc pracy w USA (dane zostaną opublikowane 4 marca). Co więcej, jak wczoraj słusznie zauważył Bill Gross w telewizji CNBC, w kolejnych miesiącach może utrzymać się USA, jeżeli gospodarka faktycznie będzie rozwijać się w prognozowanym przez Fed tempie 3,4-3,9% w tym roku.
Mając na uwadze oczekiwaną wyraźną poprawę na rynku pracy w USA, należałoby jednocześnie zakładać nieco lepszej sytuacji na tamtejszym rynku nieruchomości oraz pojawienia się symptomów inflacji. Stąd już tylko krok do dyskusji nt. podwyżek stóp procentowych.
Kolejnym czynnikiem, który przeczy tezie o umocnieniu EUR/USD w średnim terminie, jest sytuacja Portugalii. Ten temat nieco przycichł, ale rosnąca rentowność portugalskich obligacji wprost prowadzi do kłopotów z finansowaniem długu. Jest tylko kwestią czasu, gdy kraj ten poprosi o pomoc Unię Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Podwyżka stóp procentowy na następnym posiedzeniu jest możliwa, ale nie przesądzona powiedział w czwartek na konferencji prasowej po posiedzeniu ECB, szef tej instytucji Jean-Claude Trichet. Rynek odebrał to jako zapowiedź podwyżki stóp już w kwietniu. Szczególnie, że równocześnie zostały wyraźnie podwyższone prognozy inflacji na ten rok (do 2,0-2,6% z 1,3-2,3%), które dodatkowo nie uwzględniają ostatniego skoku cen ropy. Użycie w komunikacie słów o wzmożonej czujność (strong vigilance), co w przeszłości zapowiadało podwyżkę na następnym posiedzeniu, dodatkowo potwierdza tezę o kwietniowej podwyżce.

EUR/USD zareagował zdecydowanym wzrostem na słowa Tricheta. W ciągu kilkunastu minut kurs skoczył z 1,3850 do 1,3975 dolara, testując najwyższe poziomy od 4 miesięcy. W najbliższym czasie kwestia kwietniowej podwyżki, która jak się oczekuje będzie początkiem cyklu (w tym roku prognozowane są trzy podwyżki), może jeszcze być rozgrywana przez rynek, windując notowania EUR/USD na wyższe poziomy.

Jednak potencjał wzrostowy EUR/USD wydaje się już znacznie ograniczony. Przede wszystkim dlatego, że silniejsze zaostrzenie polityki monetarnej w Strefie Euro jest już w cenach. O ile ekonomiści i analitycy dopiero po wczorajszej decyzji zmienili oczekiwania co do liczby i skali podwyżek (jeszcze przed tygodniem zakładali jedną podwyżkę o 25 punktów bazowych w IV kwartale br., podczas gdy obecnie zakładają trzy podwyżki po 25 punktów), to rynek terminowy już wcześniej wycenił trzy podwyżki w tym roku. Dyskontowanie kolejnych byłoby pewną aberracją. Tu już nie ma potencjału, który mógłby przez kolejne tygodnie windować kurs EUR/USD na coraz wyższe poziomy.  Dlatego prawdopodobieństwo trwałego wybicia EUR/USD powyżej listopadowego maksimum (1,4280), co jest pierwszym liczącym się średnioterminowym oporem dla tej pary, nie jest duże.

Taki potencjał aprecjacyjny istniej natomiast po stronie zmian w polityce Rezerwy Federalnej. Jak pokazuje ankieta agencji Reutera, pierwszej podwyżki stóp procentowych w USA oczekuje się dopiero pod koniec roku. Tymczasem od kilku miesięcy płyną z amerykańskiej gospodarki sygnały systematycznej poprawiającej się sytuacji. Doskonale to obrazują przykłady z tego tygodnia: indeks Chicago PMI najwyżej od lipca 1988 roku, indeks ISM dla przemysłu najwyżej od maja 2004, indeks ISM dla usług najwyżej od sierpnia 2005 roku, a liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych najniższa od 2,5 roku.

Do tej układanki brakuje w zasadzie jednego elementu. Zdecydowanego wzrostu zatrudnienia w amerykańskim sektorze pozarolniczym. W ostatnich miesiącach przeszkodziła ostra zima, ten czynniki jednak już się nie powtórzy. Nie będzie więc większym zaskoczeniem, jeżeli w lutym przybędzie wyraźnie ponad 200 tys, nowych miejsc pracy w USA (dane zostaną opublikowane 4 marca). Co więcej, jak wczoraj słusznie zauważył Bill Gross w telewizji CNBC, w kolejnych miesiącach może utrzymać się USA, jeżeli gospodarka faktycznie będzie rozwijać się w prognozowanym przez Fed tempie 3,4-3,9% w tym roku.

Mając na uwadze oczekiwaną wyraźną poprawę na rynku pracy w USA, należałoby jednocześnie zakładać nieco lepszej sytuacji na tamtejszym rynku nieruchomości oraz pojawienia się symptomów inflacji. Stąd już tylko krok do dyskusji nt. podwyżek stóp procentowych.

Kolejnym czynnikiem, który przeczy tezie o umocnieniu EUR/USD w średnim terminie, jest sytuacja Portugalii. Ten temat nieco przycichł, ale rosnąca rentowność portugalskich obligacji wprost prowadzi do kłopotów z finansowaniem długu. Jest tylko kwestią czasu, gdy kraj ten poprosi o pomoc Unię Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

 

środa, 02 marca 2011

Posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB) będzie głównym wydarzeniem czwartku 3 marca na rynkach finansowych. Zmiana stóp procentowych, które od maja 2009 roku pozostają na rekordowo niskich poziomach, nie jest oczekiwana. Niespodzianka jest też mało prawdopodobna. Liczyć będzie się natomiast to co na konferencji prasowej po posiedzeniu powie szef ECB Jean-Claude Trichet. To być może pozwoli wyznaczyć przybliżoną ścieżkę zmiany stóp procentowych w przyszłości.

Pomiędzy ekonomistami a rynkiem terminowym istnieje zasadnicza różnica zdań w ocenie tego, kiedy ECB rozpocznie zaostrzanie polityki pieniężnej w odpowiedzi na rosnące ryzyko inflacji. Ekonomiści od dłuższego czasu wskazują, że cykl rozpocznie się w IV kwartale br., a bank centralny będzie średnio podnosił stopy raz na kwartał. W efekcie na koniec 2012 roku główna stopa w Eurolandzie wzrośnie do 2,25% z obecnych 1%.

Rynek terminowy wskazuje na lato tego roku, jako potencjalny moment rozpoczęcia cyklu. Do końca 2011 roku stopy w Eurolandzie miałby natomiast wzrosnąć nie o 25 punktów bazowych jak zakładają ekonomiści, ale nawet o 75 punktów (jeszcze przed tygodniem były to dwie podwyżki).

Rynek oczekuje, że na czwartkowej konferencji prasowej po posiedzeniu ECB, Trichet wypowie się w zdecydowanie bardziej jastrzębim tonie niż przed miesiącem. Gdyby te nadzieje okazały się płonne, podobnie jak to miało miejsce w lutym, należałoby oczekiwać osłabienia wspólnej waluty i zmniejszenie oczekiwań na rynku terminowym co do skali podwyżek w ramach całego cyklu (w lutym kurs EUR/USD spadł o 200 pipsów).

Jednak nie tylko słowa Tricheta będą decydować o zachowaniu rynku. Istotnym elementem będzie publikacja projekcji makroekonomicznych (dokładnie: projekcji makroekonomicznych ekspertów Eurosystemu dla Strefy Euro). Jest prawdopodobne, że będzie mieć miejsce korekta w górę prognoz inflacji na lata 2011-2012 w stosunku do szacunków z grudnia 2010, gdy zakładano inflację odpowiednio w przedziale 1,3-2,3% i 0,7-2,3%.

 

Tagi: ECB Trichet
22:33, marcin.kiepas
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 stycznia 2011

W poniedziałek 10 stycznia Alcoa tradycyjnie otworzy kolejny sezon wyników na Wall Street. Jednak nie tylko samymi wynikami będą w tym dniu żyły rynki finansowe. Znacznie więcej emocji powinny wywołać doniesienia z Verizon i Apple, które umownie nazwałem efektem iPhone’a.

Verizon Wireless, największy w USA operator komórkowy, już za kilka tygodni będzie sprzedawał iPhone’a, wynika z nieoficjalnych doniesień jakie pojawiły się w weekend. Jak się spekuluje, oficjalna prezentacja wersji iPhone’a dla Verizon ma odbyć się w czasie konferencji w Nowym Jorku, zaplanowanej na wtorek 11 stycznia o godzinie 17:00 polskiego czasu (11:00 czasu miejscowego). Weźmie w niej udział szef Verizon, Lowell McAdam. Spółka nie podała tematu konferencji, odmawiając jednocześnie odpowiedzi na pytanie o jej przedmiot. Podobnego komentarza odmówił także Apple.

Dotychczas wyłączność na sprzedaż iPhone’a na amerykańskim rynku miał koncern AT&T, co przysporzyło mu wielu nowych klientów w ostatnich 3 latach. Verizon prawdopodobnie nie doświadczy podobnego skoku, ale wiadomość jest pozytywna dla spółki. Inwestorzy zdołali już na nią zareagować. W piątek w handlu posesyjnym, po tym gdy pojawiło się zaproszenie na tajemniczą konferencję,  akcje Verizon Communications (Verizon Wireless jest spółką Verizon Communications i Vodafone) podrożały o 2,5%.

Niewątpliwie jest to korzystna informacja dla Apple. Wszak jego flagowy produkt zostanie zaoferowanych 90 mln nowych klientów. W handlu posesyjnym akcje Apple podrożały o 0,6%, po tym jak w czasie regularnej sesji zanotowały wzrost o 0,7% do 336,12 dolarów, kończąc na najwyższym poziomie w historii.

W poniedziałek obie spółki powinny kontynuować wzrosty w oczekiwaniu na konferencję dzień później. Należy jednak mieć na uwadze, że rynki już od pewnego czasu żyły plotkami nt. temat. Dlatego przynajmniej w przypadku Apple’a, którego akcje są na rekordowych poziomach, dzień konferencji może być dniem rozpoczęcia korekty. Szczególnie, że cześć inwestorów może być nawet zawiedziona, że do sprzedaży zostanie wprowadzony tylko iPhone Verizon, a nie iPad2, o którym także spekulowało oczekując na nowy produkt z jabłkiem w logo.

Innym punktem zwrotnym może być dzień 18 stycznia, gdy Apple pochwali się wynikami za I kwartał roku obrotowego 2010/2011. Rynek szacuje, że zysk na akcję sięgnie 5,31 dolara, wobec 3,67 dolarów rok wcześniej i wobec 4,64 dolara w IV kwartale roku obrotowego 2009/2010.

Strata wyłączności na iPhona na rynku amerykańskim powinna natomiast pchnąć w dół kurs akcji AT&T.  W piątek podrożały one o 0,15% do 26,55 dolarów.

00:35, marcin.kiepas
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 stycznia 2011

W poniedziałek 10 stycznia Alcoa umownie otworzy sezon publikacji wyników na Wall Street. Tradycyjnie Alcoa jest pierwszą spółką wchodzącą w skład indeksu Dow Jones Industrial Average, która opublikuje raport finansowy za IV kwartał 2010 roku. W przyszłym tygodniu zrobią to jeszcze dwie inne znane spółki: Intel (13 stycznia) i JPMorgan Chase (14 stycznia). Wysyp raportów nastąpi natomiast w następnych 2 tygodniach (17-21 stycznia i 24-28 stycznia), koncentrując na sobie uwagę większości inwestorów.

Szacuje się, że w IV kwartale 2010 roku Alcoa wypracowała 19 centów zysku na jedną akcję, wobec 1 centa zysku w ostatnim kwartale 2009 roku. Przychody spółki wzrosły natomiast o 250 mln dolarów do 5,68 mld dolarów.

Pozytywny wpływ na wyniki koncernu będzie miało drożejące aluminium. W 2010 roku jego ceny wzrosły o 11%, w tym o 5% w IV kwartale. W ostatni piątek za tonę tego metalu trzeba było zapłacić nawet 2524 dolarów, najwięcej od września 2008 roku. Historyczny rekord to 3341 dolarów za tonę. Został on ustanowiony w 2006 roku.



Optymistyczne wyniki kwartalne aluminiowego giganta, a także prawdopodobnie równie  optymistyczne prognozy co do przyszłości (już wcześniej Alcoa informowała, że planuje w pierwszej połowie 2011 roku ponownie uruchomić 3 huty aluminium w USA, żeby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na ten metal), w dużej mierze mogą już być w cenach. Alcoa ma za sobą sześć kolejnych tygodni wzrostów. W tym czasie jej akcje podrożały o prawie 25% do 16,42 dolara w piątek na zamknięciu i obecnie są najdroższe od roku. W ostatnich 6 miesiącach wzrost ten sięgnął 64%.



Alcoa opublikuje raport za IV kwartał po zamknięciu sesji na Wall Street w dniu 10 stycznia.  W czwartek 13 stycznia po sesji uczyni to Intel (prognoza EPS: 53 centy), a 14 stycznia przed rozpoczęciem sesji zrobi to JPMorgan Chase (prognoza EPS: 99 centów).

W kwartale zakończonym 31 grudnia 2010 roku, jak wynika z oszacowania Thompson Reuters, zysk na jedną akcję spółek z indeksu S&P500 wzrósł o 32% (przychody o 6%). Będzie to 5 kolejny kwartał, gdy zyski amerykańskich spółek będą rosły, po tym jak przez 9 wcześniejszych kwartałów spadały. Trwająca od początku grudnia 2010 roku fala wzrostów na Wall Street sprawia, że zgodne z prognozami i nieco lepsze od nich wyniki kwartalne spółek powinny być już w cenach. Przyspieszenie wzrostów będzie możliwe, jeżeli wyniki będą wyraźnie wyższe od prognoz.

W największym stopniu, bo aż o 250%, oczekiwana jest w IV kwartale poprawa wyników sektora finansowego. Znacznie mniejszą dynamiką zysków, ale wciąż bardzo wysoką, zanotuje  sektor  energetyczny (118%). Najmniejszą poprawą zysków wykaże się branża ochrony zdrowia (11%), telekomunikacyjna (7%) i podstawowych dóbr konsumpcyjnych (6%).

czwartek, 06 stycznia 2011

Opublikowany 5 stycznia optymistyczny raport ADP o sytuacji na amerykańskim rynku pracy, automatycznie wpłynął na korektę w górę oczekiwań co do piątkowych oficjalnych danych z tego rynku. Ekonomiści ankietowani przez agencję Reutera prognozują, że w grudniu zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrośnie o 175 tys.

W grudniu zatrudnienie w amerykańskim sektorze prywatnym wzrosło o 297 tys., po tym jak miesiąc wcześniej wzrost ten sięgnął po korekcie 92 tys., wynika z opublikowanego wczoraj raportu ADP. To największy miesięczny wzrost (w dość krótkiej, bo 10-letniej) historii tych danych. Grudzień był też jedenastym kolejnym miesiącem, gdy rosło zatrudnienie w sektorze prywatnym.

Zmiana zatrudnienia w sektorze prywatnym w USA - ADP
Źródło: www.adpemploymentreport.com

Po publikacji raportu ADP, ekonomiści ankietowani przez agencję Reutera, skorygowali w górę swoje oczekiwania co do publikowanych w piątek 7 grudnia oficjalnych danych z rynku pracy w USA. Ich obecne prognozy zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wahają się w przedziale 90-350 tys., przy medianie na poziomie 175 tys. Poprzednio było to 140 tys.
Prognozy zmiany zatrudnienia w sektorze prywatnym zawierają się w przedziale 85-350 tys., przy medianie na poziomie 180 tys. Jeszcze przed publikacją raportu ADP było to 145 tys. Rynek niezmiennie oczekuje natomiast, że w grudniu stopa bezrobocia spadnie do 9,7% z 9,8% miesiąc wcześniej.

Grudniowe dane z amerykańskiego rynku pracy będą analizowane nie tylko pod kontem sytuacji na tym rynku, ale również w kontekście ewentualnego ograniczenia przez Fed, wartego 600 mld USD programu zakupu długoterminowych obligacji, który ruszył w listopadzie. Na ostatnim posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) uznano, że jakkolwiek poprawa sytuacji gospodarczej jest obserwowana, to jednak jest niewystarczająca, żeby dać podstawy do zmiany programu zakupu obligacji.

Obawy przed ewentualnym zmniejszeniem wspomnianego programu zakupu obligacji, dałyby impuls do rozpoczęcia silniejszej korekty na rynkach akcji. Analogicznie, jak oczekiwanie na oczekiwanie na uruchomienie drugiej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej przez Fed, zapoczątkowało pod koniec wakacji nową falę wzrostów. Sama ograniczenie zakupów obligacji wydaje się mimo wszystko mało prawdopodobna. Jednak już strach inwestorów przed tym, w miarę jak będą poprawiać się dane makroekonomiczne w USA, jest już dość realnym scenariuszem.

poniedziałek, 03 stycznia 2011

Jaki styczeń, taki cały rok, mówi stare powiedzenie z Wall Street. Potwierdzają to statystyki. W 2/3 przypadków taka zależność faktycznie miała miejsce. Niektórzy, co bardziej niecierpliwi analitycy i inwestorzy, redukują ‘styczeń’ do pierwszego tygodnia nowego roku lub nawet do pierwszej sesji.

W tym roku dużo ważniejsze dla prób prognozowania kolejnych 12 miesięcy niż nastroje inwestorów giełdowych, mogą okazać się wyniki pierwszych aukcji długów krajów peryferyjnych Strefy Euro. Sezon zainauguruje Portugalia, która w środę 5 stycznia zaoferuje 6-miesięczne bony skarbowe o wartości 500 mln EUR.

Ostatnia aukcja półrocznych bonów miała miejsce we wrześniu 2010 roku. Wówczas zostały sprzedane papiery o wartości 500 mln EUR, średnia rentowność wyniosła 2,045%, natomiast stosunek popytu do podaży ukształtował się na poziomie 2,4. Obecnie, gdy Portugalia wymieniana jest jako kolejny kraj peryferyjny Strefy Euro, który będzie zmuszony poprosić o pomoc z Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, rentowności podczas środowej aukcji będą znacznie wyższe. Pytanie tylko jak bardzo, a także jak na to zareagują rynki finansowe?

W skrajnym przypadku nieudana aukcja obudzi ponownie strach przed sytuacją Strefy Euro, prowokując silną korektę na giełdach i surowcach. Udana aukcja może natomiast podtrzymać dobre nastroje z końca 2010 roku, windując indeksy i ceny surowców do nowych rekordów.

Portugalia planuje wyemitować w tym roku obligacje o wartości 18-20 mld EUR, wobec 22 mld EUR w 2010 roku. Obecnie pracuje nad zdywersyfikowaniem inwestorów kupujących dług. W tym celu zabiega o to, żeby obligacje kupiły Chiny, Brazylia czy państwa Bliskiego Wschodu. W grudniu dziennik Jornal de Negocios doniósł, że Chiny są gotowe kupić portugalskie papiery skarbowe o wartości 4-5 mld EUR.

W 2011 roku Portugalia musi spłacić 9,5 mld EUR, z czego 4,5 mld EUR do końca kwietnia. Deficyt budżetowy w tym roku planowany jest na poziomie 10,5 mld EUR. To jednak nie jedyne zmartwienie tamtejszych władz. Trzy czołowe portugalskie banki muszą refinansować w pierwszej połowie 2011 roku 7,4 mld EUR.

Portugalia może mieć tym większe problemy ze sprzedażą swojego długu na korzystnych dla siebie warunkach, że wisi nad nią widmo obniżenia ratingu. Pod koniec listopada zagroziła tym agencja Standard & Poor's, natomiast tuż przed świętami to samo uczyniła agencja Moody’s. Fitch, trzecia z dużych agencji ratingowych, 23 grudnia natomiast obniżyła rating Portugalii do A+ z AA-.

Aukcja portugalskich bonów skarbowych zainauguruje sezon sprzedaży długu przez kraje z grupy PIIGS. Kolejne aukcje będą mieć miejsce 13 stycznia, gdy obligacje będzie sprzedawać  Hiszpania oraz Włochy. 19 stycznia będzie natomiast mieć miejsce kolejna aukcja portugalskich bonów. Tym razem będą to 12-miesięczne bony o wartości 750-1250 mln EUR.

niedziela, 26 grudnia 2010

Ludowy Bank Chin zafundował inwestorom pod choinkę…  podwyżkę stóp procentowych. Benchmarkowa jednoroczna stopa depozytowa wzrosła o 25 punktów bazowych do 2,75%, natomiast jednoroczna stopa pożyczkowa do 5,81%. Wszystko w ramach walki z inflacją.

 



W listopadzie inflacja CPI w Chinach, głównie za sprawą dynamicznie rosnących cen żywności,  wzrosła do 5,1% z 4,4% R/R. Tym samym, nie tylko znacznie przekroczyła zakładany przez władze poziom 3%, ale była też najwyższa od ponad 2 lat. Wówczas stało się jasne, że pomimo mocnego wzrostu stopy rezerw obowiązkowych (w tym roku była ona podniesiona sześciokrotnie), październikowa podwyżka stóp procentowych przez Ludowy Bank Chin to dopiero początek cyklu dłuższego cyklu.

Rynek oczekiwał, że stopy w Chinach wzrosną przynajmniej trzykrotnie i na koniec 2011 roku oprocentowanie rocznych depozytów będzie kształtować się na poziomie 6,31%, natomiast roczna stopa depozytów 3,25%. Początkowo zakładano, że pierwsza z tej serii podwyżka stóp będzie mieć miejsce jeszcze w grudniu. Jednak po tym, jak 10 grudnia kolejny raz została podwyższona stop rezerw obowiązkowych o 50 punktów bazowych, oczekiwania te przesunęły się na styczeń.

Podjęta wczoraj przez Ludowy Bank Chin decyzja, o drugiej już w tym roku podwyżce stóp procentowych, będzie dla inwestorów przykrą niespodzianką. Nie tylko z uwagi na jej nieoczekiwany charakter, ale również dlatego, że wskazuje ona na determinację w walce z inflacją i może zapowiadać kolejne szybkie podwyżki. Byłoby racjonalne, gdyby takie podwyżki miały miejsce w I kwartale 2011 roku. Stąd też opisywana decyzja, ma szanse stać się doskonałym pretekstem do wygenerowania korekty, na mocno rosnących od pierwszych dni grudnia rynkach akcji czy surowców. Oczywiście naiwnością byłoby zakładanie gwałtownej i kilkudniowej wyprzedaży w samej końcówce roku, gdy zarządzający różnej maści funduszami walczą o roczne premie. Jednak już 1-2 dniowa korekta średnich rozmiarów jest realna.

00:52, marcin.kiepas
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 grudnia 2010

Blog The Big Picture przypomniał wczoraj poniższą serię cytatów, które z pewnością budziły uśmiech na twarzach wielu inwestorów w tym roku:

  1. Hiszpania nie jest Grecją - Elena Salgado, minister finansów Hiszpanii, luty 2010
  2. Portugalia nie jest Grecją - The Economist, kwiecień 2010.
  3. Irlandia nie jest Grecją - Brian Lenihan, minister finansów Irlandii
  4. Grecja nie jest Irlandią - George Papaconstantinou, minister finansów grecji, listopad 2010
  5. Hiszpania nie jest ani Irlandią, ani Portugalią - Elena Salgado, minister finansów Hiszpanii, listopad 2010


…w ramach świątecznej poprawy nastrojów listę tę uzupełniłem o kilka przykładów z naszego podwórka:

  1. Zbudujemy drugą Japonię – Lech Wałęsa, prezydent Polski, lata ‘90
  2. Możemy być drugą Irlandią – Donald Tusk, premier Polski, październik 2007
  3. Polska to nie Grecja, nie musimy zachowywać się jak małpa z brzytwą - Marek Belka, prezes NBP, sierpień 2010
  4. Bogu dzięki, nie jesteśmy drugą Irlandią – Donald Tusk, premier Polski, listopad 2010
  5. Turcja i Polska mogą być tygrysami globalnej gospodarki – Donald Tusk, premier Polski, grudzień 2010

 

11:56, marcin.kiepas
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 grudnia 2010

Na grudniowym posiedzeniu, drugi raz w tym roku, Narodowy Bank Węgier podwyższył koszt pieniądza o 25 punktów bazowych (pb). Po tej decyzji główna stopa wzrosła do 5,75%. Nie ma już wątpliwości, że bank centralny poszedł na spięcie z rządem Viktora Orbana, a polityka pieniężna na Węgrzech będzie w najbliższych miesiącach przypominać roller coaster. Jest też niemal pewne, że o ile na przeszkodzie nie staną rynki finansowe, przegrany będzie tylko jeden: bank centralny.

Zarówno listopadowa, jak i grudniowa podwyżka stóp procentowych, była dla rynku zaskoczeniem. W obu przypadkach była ona tłumaczona tak samo. Mianowicie, inflacją stale utrzymującą się powyżej ustalonego na poziomie 3% celu inflacyjnego. Bank wątpi w możliwość jej sprowadzenia do celu w najbliższych dwóch latach. Dał temu wyraz przed miesiącem, gdy podwyższył prognozy inflacji na przyszły rok do 4% z wcześniejszych 3,5%. W listopadzie inflacja ukształtowała się na poziomie 4,2% R/R.

O ile inflacja stanowi doskonałe wytłumaczenie dla tych dość agresywnych podwyżek stóp procentowych, to mimo wszystko trudno ich nie łączyć z tym co się obecnie dzieje na Węgrzech. Praktyczna likwidacja prywatnych funduszy emerytalnych zwiększa ryzyko inwestycyjne, prowadząc do obniżki ocen wiarygodności kredytowej (już to zrobiła agencja Moody's) i budząc obawy banku centralnego. W połowie listopada jego prezes Andras Simor krytykował reformy rządu Viktora Orbana. W jego opinii reformy fiskalne zahamują napływ kapitałów na Węgry i mają jedynie doraźny charakter. Smaczku całej sprawie dodaje konflikt Simora z rządem. Jeżeli uzupełnić to jeszcze o fakt, że tamtejsza Rada Pieniężna będzie działała w obecnym składzie tylko do marca, gdy wygasają mandaty czterem jej członkom  (później rząd będzie mógł ustalić jej skład), to naprawdę trudno podwyżki wiązać jedynie z zagrożeniem wzrostem inflacji.

Oczywiście nie można odbierać władzom monetarnym szczerych chęci. Nie jest wykluczone, że te dość agresywne działania w obecnych czasach (stopy w Polsce, Czechach, czy Strefie Euro pozostają na rekordowo niskich poziomach), są jedynie próbą uniknięcia sytuacji sprzed dwóch lat, gdy z uwagi na sytuację gospodarczą, bank musiał podnieść jednorazowo stopy aż o 300 pb.

Główna stopa procentowa na Węgrzech


Jest jednak jasne, że bank centralny wyjdzie z tej potyczki osłabiony. Tracąc swą, wręcz modelową, niezależność (Narodowy Bank Węgier został uznany za najbardziej niezależny bank centralny w byłym bloku socjalistycznym). Przeszkodzić w tym mogłyby tylko rynki finansowe. Obserwując jednak, jedynie chwilową i mimo wszystko dość stonowaną reakcję na likwidację prywatnych funduszy emerytalnych, praktyczny brak trwałej reakcji na obniżenie ratingu przez Moody’s, czy też brak jakichkolwiek obaw przed podobnym krokiem w wykonaniu Fitch Ratings (temat został opisany 7 grudnia: Węgry czeka jeszcze jedna obniżka ratingu, Irlandię również), wydaje się to mało prawdopodobne. Dlatego wypada się jedynie przygotować na umocnienie forinta w ślad za rosnącymi w I kwartale 2011 roku stopami procentowymi oraz na jego przecenę w kolejnych miesiącach, gdy Rada Pieniężna w już nowym składzie, będzie stopy obniżać.

 
1 , 2 , 3 , 4